W marcu 2000 roku 20-letnia brunetka wygrała słynny program, śpiewając "Długość dźwięku samotności" Myslovitz. Obecnie Ania Wyszkoni spełnia się w roli mamy oraz artystki, która
Świat podwodny, magia, my. Skoczmy razem po przygodę, Choćby i na morskie dno. Przecież uwielbiamy wodę, nasze H2O! (Refren) Bo ja mam tajemnicę swą, Domem mym podmorska toń, Spójrzcie w nią, To twoja moc, to me królestwo.
Provided to YouTube by KayaxDługość dźwięku samotności · Artur RojekDługość dźwięku samotności℗ Kayax Production & PublishingReleased on: 2017-12-05Auto-gene
Długość dźwięku samotności - Myslovitz. 53. 831 nagrań Wiem, że jesteś tam - Ania Wyszkoni. 92. 1770 nagrań
Oo-oo. Bo to mój zbuntowany anioł. Ty za kobietami i za monetami. Latałeś jak Mario. Ona tu czekała, eliminowała. Wszystkich jak w Sicario. Ciało ma jak anioł. A ja bulę za nią jak za prezydenta. Ona czyni cuda, może to się uda.
khutbah idul adha bahasa jawa nu online. I nawet kiedy będę sam, Nie zmienię się, to nie mój świat. Przede mną droga, którą znam, Którą ja wybrałem sam. Tak, zawsze genialny, Idealny muszę być. I muszę chcieć, super luz i już Setki bzdur i już to nie ja. I nawet kiedy będę sam, Nie zmienię się, to nie mój świat. Przede mną droga, którą znam, Którą ja wybrałem sam. Wiesz, lubię wieczory, Lubię się schować na jakiś czas. I jakoś tak, nienaturalnie, Trochę przesadnie, pobyć sam. Wejść na drzewo i patrzeć w niebo, Tak zwyczajnie, tylko że Tutaj też, wiem kolejny raz, Nie mam szans być kim chcę. I nawet kiedy będę sam, Nie zmienię się, to nie mój świat. Przede mną droga, którą znam, Którą ja wybrałem sam. Noc, a nocą, gdy nie śpię, Wychodzę, choć nie chcę, spojrzeć na Chemiczny świat, pachnący szarością, Z papieru miłością, gdzie ty i ja. I jeszcze ktoś, nie wiem kto, Chciałby tak przez kilka lat Zbyt zachłannie i trochę przesadnie Pobyć chwilę sam, chyba go znam. I nawet kiedy będę sam, Nie zmienię się, to nie mój świat. Przede mną droga, którą znam, Którą ja wybrałem sam. [x2]
„Szansa na sukces” to jeden z najsłynniejszych programów muzycznych w historii polskiej telewizji. Od emisji pierwszego odcinka minęło właśnie 25 lat. Talent show, które prowadził Wojciech Mann, było początkiem kariery dla wielu popularnych dziś artystów. Sprawdźcie, jakie znane gwiazdy zaczynały w „Szansie na sukces”. 25 lat „Szansy na sukces”. Gwiazdy muzyki, które zaczynały tam karieręJustyna SteczkowskaJustyna Steczkowska to najprawdopodobniej najsłynniejsza zwyciężczyni w historii „Szansy na sukces”. W 1994 roku zachwyciła polskich widzów swoim wykonaniem piosenki „Boskie Buenos (Buenos Aires)” z repertuaru Maanamu. Kasia CerekwickaKasia Cerekwicka miała tylko 17 lat, kiedy zrobiła furorę w „Szansie na sukces”. W trakcie programu zaśpiewała utwór „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” Ewy Bem. Niedługo później wygrała całą edycję. MargaretW 2009 roku Margaret wzięła udział w programie „Szansa na sukces”. Zaśpiewała wtedy wielki przebój Moniki Brodki zatytułowany „Znam Cię na pamięć”. Małgorzata Jamroży wygrała cały odcinek, a kilka miesięcy później wystąpiła w koncercie finałowym laureatów, który odbył się w warszawskiej Sali Kongresowej. Kasia StankiewiczTa słynna wokalistka także zaczynała swoją karierę w „Szansie na sukces”. W programie pojawiła się mając jedynie 18 lat. Wygrała odcinek z piosenkami Varius Manx i niedługo później została wokalistką zespołu. Ewa FarnaEwa Farna miała zaledwie 12 lat, kiedy pojawiła się w jednym z odcinków „Szansy na sukces” i wygrała go. Po ogłoszeniu wyników zaśpiewała razem z Ryszardem Rynkowskim jego wielki hit „Za młodzi, za starzy”. Joanna KuligJoanna Kulig to dziś jedna z najpopularniejszych polskich aktorek. Świetna rola w „Zimnej Wojnie” Pawła Pawlikowskiego sprawiła, że 36-latka zaczęła być rozpoznawalna także za granicą. Nie wszyscy jednak wiedzą, iż Joanna początkowo chciała związać swoją przyszłość przede wszystkim z muzyką. W 1998 roku wystąpiła w „Szansie na sukces”, gdzie zaśpiewała „Między ciszą a ciszą” Grzegorza Turnaua. Ania WyszkoniAnia Wyszkoni występowała w zespole Łzy od 1996 roku. Musiało minąć jednak kilka lat, zanim piosenkarka stała się gwiazdą. Pomógł jej w tym niezwykle udany występ w „Szansie na Sukces” w 2000 roku. Zachwyciła widzów swoim coverem „Długość dźwięku samotności” z repertuaru SzroederUdział w „Szansie na sukces” okazał się także niezwykle udany dla popularnej dziś Natalii Szroeder. Jej przygoda z programem miała miejsce w 2011 roku. Została laureatką jednego z odcinków. Zaśpiewała w nim przebój „Cicha woda”. Dominika GawędaW 2005 roku zespół Blue Cafe opuściła Tatiana Okupnik. Zaczęto więc szukać nowej wokalistki. Postanowiono wybrać ją podczas „Szansy na sukces”. Członków grupy zachwyciła Dominika Gawęda, która w trakcie odcinka zaśpiewała piosenkę „Walk Away” Christiny Aguilery. Daria ZawiałowDaria Zawiałow została laureatką „Szansy na sukces” w 2009 roku. Zwycięstwo w programie pozwoliło jej wziąć udział w koncercie „Debiuty” na festiwalu w Opolu. Niedługo później nawiązała współpracę z Marylą Rodowicz, u której występowała w chórkach. Nie chcesz przegapić żadnej premiery, teledysku i informacji ze świata muzyki? Dołącz do grupy Siła muzyki na
Tekst piosenki Stoję wśród drzew i pustych dróg. Kruki i psy zamilkły już. Opadły mgły i opadł kurz, Nie słychać burz. Z nieba już spadł wielki wóz. Oglądam świat jak niemy film. Samotnie tak, zamilknę razem z nim. Resztę zabierze czas. Za oknem wiatr w kolorze krwi. Deszcz cicho gra nierówny rytm. Pustką i złem pachną sny. Dopala się lont. Chciałabym już odejść stąd. Oglądam świat jak niemy film. Samotnie tak, zamilknę razem z nim. Resztę zabierze czas. Oglądam świat jak niemy film. Pewnego dnia zamilknę razem z nim. Resztę zabierze czas. Interpretacja piosenki Dziękujemy za wysłanie interpretacji Nasi najlepsi redaktorzy przejrzą jej treść, gdy tylko będzie to możliwe. Status swojej interpretacji możesz obserwować na stronie swojego profilu. Dodaj interpretację Jeśli wiesz o czym śpiewa wykonawca, potrafisz czytać "między wierszami" i znasz historię tego utworu, możesz dodać interpretację tekstu. Po sprawdzeniu przez naszych redaktorów, dodamy ją jako oficjalną interpretację utworu! Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść interpretacji musi być wypełniona. „Dźwięki nocy” można traktować jako pożegnanie ze światem. Ania Wyszkoni opisuje miejsce, w którym obecnie się znajduje, aby tym samym wyrazić swoje uczucia i tkwiące w jej sercu emocje. Wokalistka stoi pośród drzew i pustych dróg. Cały świat spowiła cisza. Opadła mgła i kurz. To początek końca. Lont dopala się do końca, co sugeruje mijający czas tutaj na ziemi. Ania jest gotowa odejść z tego świata i przeminąć razem z czasem. Po raz ostatni pragnie spojrzeć na niemy świat, który otacza cisza, spokój i nostalgia. Takim właśnie chce go zapamiętać. Ten obraz stara się zapamiętać w swojej głowie, aby samotnie zamilknąć razem z nim. Resztę zabierze płynący czas, który działa na naszą niekorzyść. Nadchodzi nieunikniony koniec wszystkiego. „Pewnego dnia zamilknę razem z nim. Resztę zabierze czas”. Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść poprawki musi być wypełniona. Dziękujemy za wysłanie poprawki. Najpopularniejsze od Ania Wyszkoni
© 2017 TabLyricsTerms Of Use Privacy PolicyMade with love and passionAll lyrics are property and copyright of their owners. All lyrics provided for educational purposes and personal noncommercial use only.
Ta relacje jest dla mnie czymś szczególnym. Jest powrotem do dnia sprzed 17 lat, kiedy jako licealistka dane mi było po raz pierwszy zobaczyć na scenie młodą dziewczynę w powyciąganym czarnym swetrze i glanach. Kalendarzowo dzieli nas rok a muzycznie myślę, że bardzo podobnie odbierałyśmy wówczas świat. Utwory „Czy to grzech?”, „Anastazja”, „Nienawiść”- mocno wryły mi się w pamięć a szczególnie słowa piosenki „Opowiem wam moją historię”- „Kochaj całym sercem wszystkich ludzi, bo lepiej mieć w sercu ranę, niż kamień zamiast serca”. Uwielbiałam je, te melancholijne, nieco depresyjne i buntownicze utwory połączone z delikatnym głosem Ani. Potem byłam na koncercie zespołu Łzy jeszcze dwukrotnie, za każdym razem przeżywając je bardzo mocno. Kiedy więc Ania zdecydowała się na karierę solową, był to dla mnie cios. Ta muzyka bliska memu sercu, bo rockowa i ten wokal, który chwytał mnie za serce swoją rozpaczliwą tęsknotą stworzyły dla mnie coś niesamowitego. I nagle tego zabrakło. Bardzo obawiałam się, że Ania zniknie ze sceny, tak jak miało to miejsce już z wieloma wokalistkami, które decydowały się na pójście własną drogą. Uważam, że niewielu się to w pełni udało. Ania Wyszkoni jest jednak w tej grupie szczęśliwców, że nadal swoją muzyką gości w wielu polskich sercach. Kiedyś tą muzyką buntowała… Teraz uspokaja. Ostatnio Ania Wyszkoni przeszła długą i wyboistą drogę w życiu prywatnym. Zdobyła bowiem swój prywatny Mount Everest. Nie będę pisać o szczegółach, bo to jej osobista sprawa, ale będąc na jej pierwszym majowym plenerowym koncercie w Żninie miałam wrażenie, że nauczyła się na nowo oddychać życiem. Może to tylko moja nadinterpretacja, lecz tak właśnie odebrałam ten jej koncert. Na scenie bowiem widziałam dojrzałą kobietę, pogodzoną samą ze sobą, która doskonale wie, co jest w życiu ważne… No, ale to w końcu relacja, a Występ był późno, bo o 21:30, cały rynek zapełnił się już dużo wcześniej. Ludzie w dobrych humorach, w oddali dochodził do mnie zapach grillowanego mięsa. Atmosfera sielska, jak na dzień wolny od pracy i codziennych trosk przystało. Koncerty plenerowe są zawsze trudne do zagrania. Przychodzą bowiem na nie różni ludzie, często z ciekawości, by zobaczyć gwiazdę, którą mogą oglądać w telewizji. Trzeba więc wykrzesać z siebie dużo energii, by nią zarazić przybyły tłum. Warunki też bywają trudne, bo to w końcu gra na świeżym powietrzu a czasem jest bardzo wietrznie, czy pada deszcz. Jest mi zimno, stoję w drugim rzędzie z prawej strony. Niewiele widzę, ale nie to jest bynajmniej dla mnie najważniejsze. Żałuję tylko, że nie mam lepszego dostępu, by porobić parę zdjęć, bo przecież relacja będzie ładniejsza. Przede mną ląduje czarna kurtyna, a w tle słyszę intro z utworu „Oszukać los”, który pochodzi z najnowszej płyty wokalistki. Po chwili na scenie pojawia się Ania i zaczyna swój show. Tak, to jest show. Widzę to po animacjach i efektach wizualnych. To jest profeska, totalny szacunek dla odbiorcy. Ania ma gorące serce, które otwiera przed nami w swoich piosenkach. W swobodnym gitarowym tonie zaczyna śpiewać drugi utwór „Zanim to powiem”. Niby nowy to numer, ale ja przecież znam już tą całą płytę na pamięć więc zaczynam go sobie nucić pod nosem. Jest miło i sympatycznie, chwyta mnie za serce, gdy Ania wspomina o swoich dwóch największych skarbach- dzieciach, dla których napisała każde słowo do piosenki „Biegnij przed siebie”. Po raz trzeci Ania powraca do najnowszego krążka, tym razem do utworu „Nie chcę cię obchodzić”, który od paru tygodni gości w radiach w całej Polsce. Utwór, w którym słyszę moją ukochaną gitarę. Bujają się moje ramiona, a nóżka wybija takt melodii. Po zakończeniu Ania bierze od fanów transparent z napisem „Będziesz NAS obchodzić”. Jest to niezwykle miłe. Zapewnia, że fani też będą ją obchodzić i że wszystko co robi, zawsze będzie robić dla nich. Dziękuje im pęknie za to cudowne wzruszające hasło. Mówi, że nie raz już przez nich uroniła łzę wzruszenia i myśli, że tak będzie przez przynajmniej następnych 20 lat, że zrobi wszystko, by tu na scenie stać chociażby tylko dla nich, do końca życia. A transparent zabierze ze sobą do domu i powiesi w ogrodzie. Mówi także o muzykach, którzy jej towarzyszą na scenie, gdyż dzięki nim za każdym razem przeżywa piękną muzyczną ucztę. Ten ciepły nastrój wędruje z Anią do kolejnego numeru „Z ciszą pośród czterech ścian”. A mi niezmiernie podoba się aranż tego utworu. Na początku delikatny z pianinem i gitarą w tle a potem niezwykle leki, nieco swingowo-funkowy. Ciało me samo rusza się w rytm tej melodii. Nie sposób reagować inaczej. Całość zostaje dopełniona solówką gitarową Marka Rudulego. To jest czas na zmianę stroju dla Ani (jak się potem okaże, nie ostatni). Po chwili pojawia się piękna, uwodzicielska i świetnie śpiewa z towarzyszeniem tym razem gitary akustycznej w kolejnym numerze z albumu- tym razem tytułowym „Jestem tu nowa”. Ania bawi się znakomicie, widać , że ma energię. Pyta, czy mamy jeszcze siłę, by razem pośpiewać i zaprasza do wspólnego śpiewu o miłości, o tym jak w codziennych sprawach można się poukładać w piękną całość i rozpoczyna pierwszą zwrotkę piosenki „W całość ułożysz mnie”. Ania zdecydowanie jest kobietą, dlatego następny utwór: „Kobietą być” dedykuje paniom, a który opowiada o tym, czego kobiety pragnęłyby od mężczyzn. Zachęca panów do bardzo uważnego słuchania. I co ciekawe wspomina, że tekst o kobietach, jej manifest kobiecy napisał dla niej jej narzeczony. A potem następuje powrót do przeszłości. Ania wspomina swój pierwszy występ na scenie, kiedy to zdobyła tytuł miss nastolatek gminy Krzyżanowice. Opowiada o swoich scenicznych marzeniach i że nie ma takiego drugiego miejsca. A gdy, miała 5 lat usłyszała piosenkę „Maria Magdalena” i zobaczyła występ Sandry, to powiedziała wówczas do rodziców, że będzie występować na scenie. Ku mojemu zdziwieniu Ania zaczyna śpiewać ten utwór, by za moment opowiedzieć jak to schowała do szuflady wszystkie kasety Sandry i wyciągnęła z niej powyciągane swetry oraz czarne glany i zaczęła się buntować przeciwko całemu światu a piosenka Alanis Morissette „Ironic” stała się wówczas jej hymnem. W 1999 roku z kolei rozpoczęła się jej przygoda z telewizją. Pojechała bowiem do jednego z najpopularniejszych programów telewizyjnych i utworem „Długość dźwięku samotności” zespołu Myslovitz wyśpiewała swoją szansę na sukces. Ania nawiązuje też do zespołu Łzy, o którym zrobiło się głośno za sprawą muzycznej historii utworu „Agnieszka”. Mam wrażenie, że chyba nie ma osoby w tym kraju, która by nie znała tego numeru. Publiczność w Żninie także go zna i śpiewa na całe gardło. A mnie ponownie zaskakuje aranż, tym razem w stylu reggae. Opowiadana przez Anię historia kończy się rozstaniem po 18-latach z zespołem Łzy i stworzeniem ukochanej solowej płyty „Pan i Pani”, która moim zdaniem wywindowała ją od razu do pierwszej dziesiątki najlepszych polskich popowych wokalistek w Polsce. Oczywiście Ania ją śpiewa, tym razem jednak towarzyszy jej kamera, która rzuca obraz na scenę a ona podsuwa ludziom mikrofon, którzy bez zażenowania śpiewają: czy ten pan i pani, są w sobie zakochani. A potem robi sobie wspólne zdjęcie z fanami. Dobra zabawa trwa w najlepsze także w piosence „Lampa i sofa”. Potem robi się już bardzo tajemniczo, ciekawe i delikatne intro z udziałem keyboardu nie zapowiada, że za chwilę będzie wielkie gitarowe jebnięcie, że będzie prawdziwy ogień na scenie. Tak, tak to czas na „Oczy szeroko zamknięte”. To powrót do czasów mocnego grania. Mam więc tą swoją namiastkę dzikiego i niekiełznanego grania. Serce bije mi mocniej. To jest doprawdy genialny aranż. Ale to niestety jest już koniec. Choć Ania przejęzycza się zabawnie i mówi, że będziemy się kończyć, po czym mówi do nas: ”W ten zimny, mroźny wieczór majowy, ale naprawdę piękny dziękuję, że chcieliście spędzić te chwilę waszego życia ze mną i z moją muzyką. Wystąpić dla was to był ogromny zaszczyt, wielkie wyróżnienie. Dziękuję wam pięknie, że jesteście i mam nadzieję, że będziemy szli razem moją muzyczną drogą przynajmniej przez kolejnych 20 lat a może nawet i dłużej. Dziękuję Wam bardzo i kłaniam się nisko. Na zakończenie piosenka, której absolutnie zabraknąć nie mogło. To moja osobista muzyczna modlitwa. Wiem, że stała się modlitwą dla wielu z was”. Moim oczom ukazują się wizualizacje. Czarno-białe zdjęcia otoczone białym tłem osób, które już odeszły od nas. Pojawiają się zatem twarze ludzi szeroko pojętej kultury i życia publicznego. Widzę więc: Prince’a, Davida Bowie, Freddiego Mercury, Jima Morrisona, Johna Lennona, Boba Marleya, Leonarda Cohena, Joe Cockera, Andrzeja Zauchę, Grzegorza Ciechowskiego, Marka Grechutę, Czesława Niemena, Agnieszkę Osiecką, Annę Jantar, Anię Przybylską, Gabrielę Kownacką, Danutę Szaflarską, Irenę Kwiatkowską, Romana Wilhemi, Jana Machulskiego, lady Diany, Tadeusza Mazowieckiego, ks. Jerzego Popiełuszki i wielu innych, których nie jestem wstanie teraz przytoczyć. Całość kończy się wizerunkiem Jana Pawła II. Przyznam, że mnie to wzruszyło. Bardzo się cieszę, że dane mi było być na tym koncercie. Wiedziałam, że Ania Wyszkoni na żywo da sobie radę. Jednak chyba ten spektakl przerósł moje oczekiwania. To była doprawdy przyjemna, sentymentalna podróż do przeszłości. Z całą pewnością udam się na jakiś klubowy koncert z jej najnowszym krążkiem, bo jest tego wart, bo Ania Wyszkoni nadal po tych 20 latach mnie obchodzi a bunt przerodził się w samoświadomość i akceptację świata.
długość dźwięku samotności ania wyszkoni